Magiczne napiwki

Wiele razy słyszałem pytanie o wysokość napiwku. Wiele razy słyszałem kategoryczną odpowiedź, zwykle oscylującą wokół mitycznych 10%, które to absolutnie należy dać kelnerowi.

Bzdura.

Kelnerowi należy się jego 10% jedynie w jednym przypadku – jeśli akurat jesteśmy w USA lub innym kraju, w którym przyjął się równie chory system co w Stanach (nie znam takowych). W USA mianowicie, zgodnie z relacjami moich znajomych, kelner wynien jest stałą stawkę zmywaczowi, kucharzowi, etc. od każdego stolika. Jeśli stolik nie da napiwku, kelner zmuszony jest wypłacić kolegom z kuchni tę należność z własnej kieszeni. Sytuacja bierze się z faktu, iż właściciele płacą personelowi mniej, oczekując, że dorobią sobie z napiwków.

Prowadzi to do wynaturzeń w rodzaju kelnera odmawiającego wypuszczenia gościa z lokalu jeśli ten nie dał napiwku. Been there, done that, że się tak z angielska wyrażę. Być może to chora sytuacja, takie jednak są realia w USA.

W każdym innym miejscu na świecie – w żadnym wypadku nie można traktować napiwku jako obowiązku klienta. Raczej jako jego przywilej.

I tutaj każdy z nas powinien zadać sobie pytanie: po co dawać napiwki? Moja odpowiedź nie jest jedyną możliwą. Nie jest też prawdopodobnie najlepszą z możliwych. Może jednak przyda się wam jako punkt wyjścia do własnych rozważań.

Daję napiwki z dwóch powodów (najczęściej z obu na raz).

Pierwszy to chęć podziękowania kelnerce lub kelnerowi. Oczywiście, można poprzestać na zwykłych podziękowaniach. Ja jednak uważam, że za szczególną uprzejmość, staranność i szeroki uśmiech po siedmiu godzinach pracy należy się mała nagroda.

Drugi powód by dać napiwek jest o wiele bardziej samolubny. Otóż daję napiwki po to, by kelner (lub częściej – kelnerka) mnie zapamiętał. Kto nie widzi w tym żadnego zysku nigdy nie był obsługiwany przez kelnera, który miał w pamięci poprzednie spotkanie. Dla tych biedaków dwa przykłady.

Zamawiam przekąskę. Kelner pospiesznie tłumaczy, że tego dania nie ma już w karcie (uwaga: jeśli nie znasz menu ulubionej kawiarni na pamięć, wstydź się), ale… zobaczy co się da zrobić. 10 minut później zajadam się zamówionym daniem-którego-nie-ma. (Ptasie Radio, Poznań)

Przeglądam soki w menu, jest porzeczkowy i bananowy, ale tak naprawdę najchętniej wypiłbym koktajl z obu. Pytam, czy jest taka możliwość. Kelnerka z uśmiechem oświadcza, że nie, ale zaraz przyniesie… (Pizza Hut, Poznań)

I tak dalej.

Dobrze żyć w zgodzie ze swoim kelnerem. Oczywiście, sam napiwek nie wystarczy, trzeba się jeszcze zachowywać odpowiednio uprzejmie. To jednak temat na wywód o wiele dłuższy.

3 Comments

  1. Dagmara
    Posted 15.03 at 14:39 | Permalink

    We Francji mają jeszcze inny system.Otóż tutaj napiwków się nie daje, ponieważ napiwek jest wliczony w cenę. Wydaje się to trochę dziwne, ale we Francji odmiennie niż w Polsce czy w innych krajach napiwek nie stanowi kontratypu. Dla niewtajemniczonych: napiwek jest dochodem, więc powinniśmy od niego odprowadzić podatek, ale nasze prawo czyni nam łaskę i nie zalicza napiwków do dochodu. Odmiennie we Francji, gdzie napiwek niestety nie jest tolerowanym dochodem “na lewo”. Francuzi niestety poza serem, winem i strajkami lubują się także w podatkach…

  2. quad
    Posted 15.03 at 15:36 | Permalink

    Niestety nie żyjemy w tak pięknym kraju: napiwki są opodatkowane podatkiem dochodowym, w przeciwnym razie w mniemaniu ustawodawcy “byłoby to wielkie pole do nadużyć”. W Polsce jedyną formą zarobku zwolnioną z podatku jest prostytucja. Aczkolwiek żeby uzasadniać w ten sposób przychody należy dysponować listą klientów i zaświadczeniami z moteli/aptek/klinik/etc ;)

  3. frastie
    Posted 16.03 at 00:56 | Permalink

    Nie do końca rozumiem dlaczego zawód kelnera miałby być tym, który należy nagradzać napiwkiem. Każdy z nas wykonuje jakąś pracę, niekiedy dużo bardziej wymagającą niż stanie osiem godzin na nogach.

    Co innego, jeśli kelner faktycznie zrobi więcej niż się od niego wymaga. Musi być to wyraźnie widoczna wartość dodana, na przykład w postaci wyjątkowo miłego zachowania.

    Bardziej przemawia do mnie drugi powód, ma on jednak sens tylko o tyle, o ile posiadamy lokal, do którego regularnie uczęszczamy.

    Osobiście napiwki daję z jeszcze innego powodu – jako humanitarny gest, wyrażający życzliwość do drugiego człowieka. Ciągle wierzę, że człowiek człowiekowi NIE wilkiem.

    Jednakże głównym kłopotem w dawaniu napiwków jest mój studencki budżet. ;)


Napisz komentarz

Required fields are marked *
*
*

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.